Durszlak.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Online Users
wtorek, 29 czerwca 2010
Chleb rosyjski - WP#79 cd

Przystępując do tego przepisu, trzeba mieć zakwas. Już wam wklejam link do najlepszej polskiej strony o chlebie, na której o zakawie zostało napisane chyba wszystko.Z tego miejsca teleportuje was prosto do przepisu na zakwas, który warto w lodówce po prostu mieć. Chleby, jakie z niego wychodzą to temat na inny post. Najważniejsze, że to wcale nie jest trudne. Zwłaszcza teraz, kiedy pogoda nas rozpieszcza zakwas powstanie raz dwa i będziemy mogli przejść do profesjonalnej chałupniczej produkcji najlepszego i najprostszego chleba na świecie. Zanim jednak napiszę o nich, zapraszam na chleb rosyjski, przy pieczeniu którego nie obyło się bez przygód. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie ludzka chciwość. Postanowiłam, że zrobię tego chleba trochę więcej. Tak z dwa razy. A że zapomniałam o tym odlewając niezbędną wodę z ziemniaków na półtora porcji, a potem to już mi się totalnie popieprzyło czy ziemniaków mam dwa razy, soli półtora, czy może dwa. A drożdży to już w ogóle nie wiem ile dałam...  Zostałam pozostawiona instynktowi kuchennemu. W ruch poszła dodatkowa mąka razowa i na wyczucie dogniotłam to ciasto. Wyrastało też trochę dłużej. Dużo dłużej. No ale wyszło, chociaż nie wiem ile wspólnego ma oryginałem. Jeszcze żeby było mało, zamiast kminku użyłam czarnuszki. Chleb wyszedł oczywiście pyszny, dzisiaj był intensywnie konsumowany razem z babaganush i pomidorami. Wkleję wam przepis na oryginał, wierzę że mój smakuje podobnie. W końcu ziemniory ma, a dodatek mąki pełnoziarnistej na pewno aż tak bardzo na niego nei wpłynął...

 

chleb rosyjski


225 g ugotowanych ziemniaków, przepuszczonych przez praskę
2 łyżki masła
115g aktywnego zakwasu żytniego razowego 100% hydracji
100g wody z gotowania ziemniaków
350g białej pszennej maki chlebowej
1/4 łyżeczki drożdży instant (opcjonalnie)
2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonego kminku


Ziemniaki połączyć z masłem. Do miski włożyć zakwas i rozmieszać go z woda. Dodać mąkę pszenną, drożdże i sol, przemieszać i dodać ziemniaki oraz kminek. Wyrobić gładkie, delikatnie ścisłe ciasto.


Zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu, do podwojenia objętości (ok. 1 godziny). Ciasto wyłożyć na stół i odgazować dokładnie. Ukształtować bochenek i włożyć go do omączonego kosza złączeniem w gore. Zostawić do ponownego wyrośnięcia na 1 godzinę.


W tym czasie rozgrzać piekarnik do 230 st. C. Wyrośnięty bochenek przełożyć na łopatę, szybko naciąć i wsunąć do naparowanego pieca. Piec z parą przez 10 minut, następnie obniżyć temperaturę do 210 st. C i piec kolejne 15 minut. Dopiekać 10 minut w 200 st. C.
Wystudzić przed pokrojeniem.

przepis ze strony: http://gospodarneszczescie.blogspot.com/, źródło: Tatter

23:55, gotujebolubi , w chlebaku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Obłędne bułeczki - weekendowa piekarnia #79.

Pierwszy raz biorę udział w internetowej akcji. Trochę się boję i nie wiem trochę jak to się je, ale kiedyś trzeba przetrzeć szlak. Jeżeli chodzi o robienie chleba, to opanowawszy dwa patenty na najprostsze i najsmaczniejsze chleby trochę się rozleniwiłam i zaprzestałam testowania nowych przepisów. Do tego kompletnie zakochałam się w drożdżowym chlebie pain rustique, więc mój zakwas trochę poszedł na bok. Weekendowa piekarnia pomoże mi wrócić na eksperymentalne tory. W tymtygodniowym odcinku na warsztat zostały wzięte dwa przepisy - bułeczki czosnkowo - bazyliowe oraz chleb rosyjski. Chleb za chwilę, teraz bułeczki. To nie jest mój pierwszy raz z nimi. Wychaczyłam je kiedyś na blogu Dorotus. Ujęło mnie to połączenie masła, mnóstwa czosnku i pietruszki. Właśnie ten wariant upiekłam, gdyż tak się skłąda że mam w domu całą torbę suszonej pietruchy. Bułeczki te smakują najlepiej na świeżo, są słodko-słone i wystarczy odrobinka masła, żeby doznać stanu, który w filozfii byddyjskiej nazywa się nirwaną :) A żebyście wiedzieli jak smakowały ze świeżym pasztetem autorstwa Emilki P. !!

 

bułeczki


400 g mąki pszennej

20 g cukru

1/2 łyżeczki soli

1 łyżeczka drożdży suchych

250 g mleka

30 g roztopionego masła

pół kostki masła

8 ząbków czosnku

1 opakowanie suszonej pietruszki

 

Mąkę przesiewamy przez sitko, dosypujemy do niej drożdże, sól i cukier. Mieszamy. W garnku lekko podgrzewamy mleko i roztapiamy w nim masło. Kiedy masło się roztopi, a płyn lekko ostygnie (nie może być zbyt gorący, żeby nie sparzył drożdży - wtedy nie urosną) dolewamy go do mąki. Mieszamy wszystko i wyrabiamy ciasto. Powinno być gładkie, miękkie i sprężyste.

Kiedy ciasto jest gotowe odstawiamy je do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość. Teraz kiedy jest ciepło, powinno to zająć około godziny, ale w sumie to nigdy nie wiadomo :)

Zanim przystąpimy do lepienia bułeczek musimy przygotować nadzienie. Masło dokładnie rozcieramy z rozdrobnionym czosnkiem i mnóstwem pietruszki. Bądźcie nieprzyzwoici, to wasze 5 minut dzięki którym przejdziecie do historii :) Im bardziej intensywne nadzienie, tym lepsze tak naprawdę bułeczki.

Z wyrośniętego ciasta formujemy podłużne bułeczki. Pamiętajcie, oderwanie kawałka ciasta i zrolowanie go w ręku nie załatwi sprawy. Bułeczki będą nieregularne i popękają. Najlepiej zrobić z każdego kawałka placuszek i wywinąć go w dół (wyobraźcie sobie, że macie nadzienie), żeby ładnie napiąć górną część bułeczki. Tak uformowane ciasto ponownie układamy na blasze wyłożonej pergaminem do wyrośnięcia numer dwa. Trwa to mniej więcej pół godziny. O ile bułeczki stoją w ciepłym miejscu.

Kiedy widzimy, że bułeczki urosły nacinamy każdą  wzdłuż i umieszczamy w środku nacięcia pietruszkowo - czosnkowe masło. Wkładamy je do piekranika nagrzanego do 180 stopni i zostawiamy na 15-20 minut.

Teraz pozostaje tylko napawać się zapachem dochodzącym z piekarnika i czekać na te przepyszne maleństwa. Najlepsze są jeszcze ciepłe, chociaż wystudzone tego samego dnia dają radę. Nie będę pisałą o dniu następnym bo nie ma szansy, żeby dotrwała choć jedna :)

weekendowa piekarnia

 

20:24, gotujebolubi , w chlebaku
Link Komentarze (3) »
niedziela, 27 czerwca 2010
Krewetki w cieście...

Nasza zaprzyjaźniona klubokawiarnia Lorelei w te wakacje postanowiła zapoznać ludzi z kuchnią karaibską. Pierwszego dnia nowego menu każdy mógł zamówić co chciał i zapłacić wedle uznania dla kucharza. W menu znajdowały się między innymi: kurczak w cieście kokosowym, festivalsy, krewetki na maśle, curry z kurczaka, zupa dyniowa i parę innych pozycji. Wraz z Elą i Ulą, za silną rekomendacją Paśmena udałyśmy się popróbować. Każda z nas wzięła co innego, na mnie przypadły krewetki w cieści. Łagodny smak krewetek doskonale połączył się ze słodkawym, delikatnym kokosowym ciastem. Byłam pod ich wrażeniem jeszcze na długo, długo po konsumpcji :) Pamiętawszy ten smak bardzo chciałam go odtworzyć w domu. Pewnego dnia wyciągnęłam ostatnie krewetki z zamrażarnika i postanowiłam spróbować. I powiem tak. Nie jest to nawet w pięćdziesięciu procentach tym co jadłam, bo: nie miałam w domu jajek i mleka kokosowego i trochę za mało wiórek kokosowych. A strasznie nie chciało mi się iść do sklepu. Ale czy to mogło mnie powstrzymać? Oczywiście, że nie. Po pół godziny delektowałam się chrupiącymi krewetkami w wariancie kokosowym i sezamowym. W towarzystwie pikantnej sałatki owocowej. Uśmiechałam się jeszcze długo, długo po posiłku...  Rozumiecie: te kolory, te krewetki, ten smak...

 

krewetki

 

Krewetki w cieście:

12 krewetek tiger

4 łyżki mąki z cieciorki

2 łyżki mleka

4 łyżki mąki kukurydzianej

wiórki kokosowe

sezam

4 łyżki mango chutney

olej do smażenia

 

Krewetki rozmrażamy. Mieszamy je dokłądnie z chutneyem i wsadzamy do lodówki na 2 godziny.

W małej miseczce mieszamy mąkę z cieciorki z mlekiem. Ciasto ma być dość gęste, niemniej ma zachować płynność. Mąka z cieciorki ma to do siebie, że ze względu na dużą zawartość białka jest bardzo kleista, więc nie trzeba dodawać do niej jajek.

Każdą oblepioną chutneyem krewetkę "maczamy" w mące kukurydzianej, następnie w cieście cieciorkowym, a następnie obtaczamy ją w wiórkach kokosowych lub sezamie. Powtarzamy wszystko jeszcze raz, chyba że nie wolimy cieńszą skorupkę.

Krewetki smażymy dość krótko na głębokim tłuszczu. Jak zagrzejecie go, to zmniejszcie ogień, poczekajcie jeszcze chwilę i dopiero wrzucajcie krewetki. Jeżeli tłuszcz jest za bardzo rozgrzany, to ciasto bardzo szybko zarumieni się z zewnątrz, ale w środku będzie surowe.

 

Sałatka:

0,5 ananasa

1 grapefruit

0,5 melona

1 kiwi

1 mango

1 limonka

2 łyżki miodu

szczypta chilli

garść listków mięty

parę listków bazylii cynamonowej

 

Wyciskamy sok z limonki i mieszamy go z miodem. Dodajemy chilli. Mieszamy. Zalewamy sosem pokrojone owoce. Dodajemy postrzępione zioła. Mieszamy. Przykrywamy szczelnie folią i odstawiamy do lodówki na conajmniej godzinę.

Ostrzegam! Ta sałatka jest bardziej wytrawna niż słodka, a zadaniem sosu jest bardziej naaromatyzowanie owoców niż ich dosłodzenie. Dobrane owoce do najsłodszych na świecie nie należa, są wręcz gryząco ostre (faktura ananasa i mango), a chilli tylko pogłębia to wrażenie. Mięta co prawda wychładza to doznanie, ale i tak jest ciekawie. Osobiście lubię ją robić jako dodatek do posiłków z innego gatunku niż deser ;)

21:45, gotujebolubi , na obiad
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 czerwca 2010
Rogaliki z fetą i świeżymi ziołami...

Mój balkon tonie w ziołach. Nic nie jest w stanie powstrzymać tej zielonej ekspansji. Im bardziej je obrywam, tym zacięciej odrastają. Umówmy się, to nie jest powód do zmartwień. Bardziej do dumy ;)) Wrzuce kiedyś zdjątka, żeby ośmielić was do założenia swojego ziołowego ogrodu. Z tego co wiem na Hali Mirowskiej wciąż można kupić sadzonki. Kiedyś na jakimś blogu kulinarnym zobaczyłam, że kobitka zawija świeże ziołą w ciasto na bułkę wrocławską. Bardzo mi się spodobał ten pomysł, bo oczyma wyobraźni zobaczyłam jak pozbywam się tych nieokiełznanych liści w sluszny sposób. Zaczęłam od nadziania nimi chleba, który po upieczeniu pachniał wprost wstrząsająco, a potem postanowiłam zrobić coś bardziej subtelnego w duchu kuchni greckiej. Z dominującą miętą i fetą. A że umiejętność robienia ładnych rogali trochę u mnie kulała stwierdziłam, że będzie to doskonały pretekst do przećwiczenia tematu. Tak oto powstały rogaliki. Absolutnie delikatne i puszyste. I mega mega ziołowe. Na spotkaniu towarzyskim, na które je zaniosłam, strzeliły w pięć minut :))

 

rogaliki z fetą  i ziołami

 

0,5 kilo mąki pszennej

0,5 opakowania drożdży suszonych

1 łyżeczka cukru

1/4 kostki masła

0,5 szklanki mleka

1 opakowanie sera typu feta

duża garść mięty i innych świeżych ziół

 

Na ogniu leciutko podgrzewamy mleko, kiedy jest ciepłe rozpuszczamy w nim masło. Do miski wsypujemy mąkę i mieszamy ją z drożdzami i łyżeczką cukru. Do ciasta wkruszamy 1/4 opakowania sera feta. Mieszamy dodając partiami ciepłe, ale nie gorące mleko z masłem. Kiedy się połączy wyrzucamy je na wysypany mąką blat i wyrabiamy przez kilka minut.

Gotowe ciasto wkładamy do miski zwilżonej oliwą, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około godzinę.W tym czasie sporządźmy farsz do naszych rogalików - posiekane zioła wymieszajmy dokłądnie z serem feta :)

Kiedy ciasto podwoi swoją objętość wyrzucamy je na opruszony mąką blat i robimy z niego koło, które następnie dzielimy na 8 części. Każdy z trójkątów smarujemy farszem, zawijamy i układamy na blasze wyściełanej papierem do pieczenia.

Rogaliki muszą jeszcze podrosnąć. Zostawmy je przykryte ściereczką na jakieś pół godziny. W tym czasie pięknie się napuszą, a nam nagrzeje się piekarnik. Na chwilę przed włożeniem do pieca smarujemy rogaliki rozkłóconym jajkiem z odrobiną mleka i posypujemy makiem lub sezamem.

Pieczemy około 20-30 minut w 180 stopniach do momentu az pięknie się zarumienią.

18:15, gotujebolubi , w chlebaku
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4