|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
O sobie samej
Podglądam kuchnię
Poza kuchnią
Ulubione zagraniczne
![]() ![]() |
poniedziałek, 21 maja 2012
Proste ciasto z kawową kruszonką
Czas godziny "W" zbliża się nieubłagalnie. Jeszcze nie ma w nas popłochu, ale po mału taksuję rzeczy w mieszkaniu i nadaje im wartości: zabieram, zostaje. Wczoraj przejrzałam książki kucharskie, kiepsko mi poszło. Odrzuciłam zaledwie dwanaście tytułów, całą resztę biorę ze sobą. Tak jak wszystkie foremki, koszyczki, patery i talerze. Z zamrażarki wyciągam magazynowane woreczki. Wychodzi na to, że w tym tygodniu będziemy się żywić głównie grzybami :) Nie wiem co zrobię z kolekcją marmolad, makaronów, oliw, mąk, przypraw. Przez lata nazbierałam tyle rzeczy, że w zasadzie mogłabym nimi spełnić najbardziej wyszukane fanaberie. A teraz? Zaczynać wszystko od zera, czy pakować kolejne kartony? Jestem kiepska w przeprowadzki, ale trzeba to przetrwać. Jakieś rady? :) Ciasto, na które natknęłam się w książce The Back In The Day Bakery Cookbook bardzo dobrze wpisało mi się w akcję czyszczenia lodówki i niwelowania zapasów. Wszystko akurat miałam pod ręką i do szczęścia brakowało mi tylko maślanki. To wypiek z gatunku bardzo prostych. Efekt jest jednak dość wyrafinowany. To dzięki czekoladowo - orzechowo - kawowej kruszonce pokrywającej nieskomplikowany spód. I cukrowi muscovado, którym zastąpiłam cukier biały. A dodatek tegoż, jak powszechnie wiadomo, wywraca wszystko do góry nogami, przenosząc smaki do wymiaru dyskretnej, intrygującej słodyczy.
2 szklanki mąki 1 szklanka cukru 125 g masła w temp. pokojowej 1/2 łyżeczki soli 1 szklanka prażonych orzechów włoskich 1 tabliczka czekolady 2 łyżeczki kawy 1 łyżeczka sody 1 szklanka maślanki 1 jajko 1/2 łyżeczki esencji waniliowej 1/2 łyżeczki esencji migdałowej (dałam amaretto) Mąkę, cukier, sól i masło umieść w misce. Przy pomocy rąk lub miksera rozetrzyj masło ze składnikami sypkimi. Odbierz szklankę kruszonki, dodaj do niej posiekaną czekoladę, orzechy oraz kawę. Do pozostałej części dodaj resztę składników i utrzyj wszystko na gładką masę. Przelej ją do wysmarowanej masłem foremki, wierz posyp kruszonką. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 40 minut. Prawda, że proste? Smacznego!
czwartek, 17 maja 2012
Kuskus, ale za to jaki!
Odnoszę wrażenie, mam pewność wręcz, że kuskus jest kaszą dość nielubianą. Ileż to razy do obiadów szykowałam misę pełną tegoż, która po skończonym posiłku zostawała prawie nietknięta. Decydowali się najważniejsi, reszta wykręcała się burkliwym jakoś nie przepadam. A ja kuskus uwielbiam. I chyba wiem z czego wynika niechęć. Kuskus ot tak zalany wodą, ani posolony, ani popieprzony jest faktycznie niczym godnym uwagi. Ale wystarczy tylko utopić go w morzu dodatków, które wchłonie jak gąbka i przejdzie nimi na wylot. Nagle spychana na margines kaszka staje się wspaniałym nośnikiem smaków, pożywną niespodzianką, czymś godnym uwagi. O dobre imię kuskusu zawalczę dziś przepisem Yotama Ottolenghi. A raczej jego interpretacją. Chodzi o to, żeby kuskus dosłownie zatopić w ziołach i naszpikować wszystkim co zielone. Uruchomcie swoją wyobraźnie, a poniższy przepis potraktujcie tylko jako inspirację...
1 pęczek szczypioru 1 pęczek pietruszki 1 pęczek koperku 1 pęczek mięty 1 pęczek kolendry 1 pęczek rukoli 3 łyżki oleju z pestek dyni (lub oliwy) 2 garście orzechów nerkowca 3 łyżki rodzynek 2 limonki 1 opakowanie kuskusu
Kuskus wsyp do miski, dodaj szczyptę soli i postępuj z nim wedle instrukcji na opakowaniu. W blenderze umieść połowę każdego ziołowego pęczka. Dodaj parę łyżek oleju i sok wyciśnięty z limonek. Zmiksuj wszystko na gładką masę. Kuskus rozdrap widelcem, wlej ziołowy sos. Wymieszaj. Pozostałe zioła posiekaj drobno i dodaj do kaszy. Orzechy upraż na patelni, dodaj do kuskusu i wymieszaj wszystko widelcem. Dopraw do smaku sokiem z cytryny. Wstaw na godzinę do lodówki, aby smaki się przegryzły. Podawaj jako dodatek lub jako samodzielną sałatkę. Czy dalej zamierzasz się przed nim bronić? :)
wtorek, 15 maja 2012
Tiramisu black & white
Tej nocy nie prześpię celowo. Rano wsiadamy do pociągu, który dowiezie nas do Pragi. Biorę książkę z nadzieją, że po dwóch stronach dopadnie mnie senność, która znacznie skróci tę dość długą podróż. Jedziemy na trzy dni, aby znaleźć mieszkanie. Ciekawa jestem pierwszego zderzenia z Pragą. Jestem podekscytowana, ale trochę się też boję. Mieszane uczucia to teraz norma... Więc przesiedzę dziś pół nocy na forach i będę czytać o tym, jak to Czesi nie lubią Polaków, na przemian z zachwytami nad pięknem Pragi i uprzejmości jej mieszkańców. Mój nos drażni leżące nieopodal ciasto. Pachnie kawą i czekoladą. Zanim jednak Wam je pokażę dzisiaj coś w podobnej tonacji smakowej... Tiramisu black & white. To tak naprawdę klasyczne tiramisu, w którym połowa masy mascarpone została zmieszana z czekoladą. Taka drobna odmiana, żeby nie popaść w rutynę. Efekt jest naprawdę zniewalający, a połączenie czekolady z serkiem przechodzi do kategorii smaków, które są tak dobre, że aż nie wypada...
400 g mascarpone 3 jajka (żółtka + białka) 100 g mlecznej czekolady 6 łyżek cukru pudru 2 opakowania włoskich biszkoptów 3 szklanki dobrej, mocnej kawy 5 łyżek amaretto
Kawę zmieszaj w misce z amaretto, lub innym mocnym, aromatycznym alkoholem. Zdecydowanym ruchem zanurzaj biszkopty w kawie i układaj w dużym naczyniu na deser, lub kilku mniejszych. Wyłóż na nie połowę mas serowych rozkładając po powierzchni dwie łyżki białej i dwie łyżki czekoladowej. Następnie powtórz całą czynność, aby uzyskać drugą warstwę deseru. Przygotowane tiramisu owiń szczelnie folią spożywczą i wsadź do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem posyp kakao, udekoruj świeżymi truskawkami. Smacznego!!
niedziela, 13 maja 2012
Nocny sherstone loaf
Facebook nie cichnie dziś od komentarzy po wczorajszej konferencji Food Blogger Fest. I ja tam byłam, nawet prezentację wygłosiłam. Na przykładzie swojej osoby mówiłam o tym, jakich innych korzyści poza tymi finansowymi może dostarczać blogowanie. Miałam przygotowanych dużo zabawnych tekstów, ale w zderzeniu z tremą, która dopadła mnie w momencie wezwania mnie na parkiet połowa anegdot wyleciała mi z pamięci. To jednak nie ważne. Zaliczone, odstawione. Jeżeli chociaż parę osób poczuło się zainspirowanych/ośmielonych do spróbowania lub zmienienia czegoś, a wiem, że tak, było warto się chwilę podenerwować :) Plan konferencji podobał mi się szalenie, a najbardziej luźna forma, jaką przybrały kolejne prelekcje. Profesjonalną i bardzo pożyteczną prezentację przestawili Paulina i Michał z kotlet.tv. Ale już potem, rzutnik został odstawiony na bok i Pani Anna Wrońska czy Aga Kozak zasypywały nas anegdotami i wskazówkami dotyczących pisania o jedzeniu. Niezobowiązująco i na luzie. Z prezentacji o fotografii Marcina Urbana wyciągnęłam kilka wniosków, postaram się je wcielić w zdjęcia przy najbliższej sesji. Niestety, z przerwy kawowej nie wróciłam już na salę główną, bo jak to zwykle bywa przy tego typu spotkaniach, chęć integracji wzięła górę nad poszerzeniem wiedzy. Trochę może żałuję, bo usłyszałam wiele dobrego odnośnie prezentacji z drugiej części konferencji. Ale, mówi się trudno. Inwestycja w spotkanie zakuluarowe zaowocowała bardzo przyjemnym popołudniem, które wyszło poza gmach Agory i skończyło się w Magiel Cafe, gdzie biesiadowaliśmy miło i tylko odjeżdżające pociągi zmusiły nas do rozstania. Oprócz osób, które poznałam przy wcześniejszych okazjach, udało mi się spotkać kilka nowych osób, których blogi bardzo lubię i cenię. Byli to na przykład połowa duetu jedzeniadorzeczy.pl czy Margotka z bloga illucucina.blogspot.com. Z Margotką ucięłam sobie dłuższą pogawędkę. Pośród różnych tematów zeszło na chleby, skarżyłam się że te na samym zakwasie średnio mi ostatnio wychodzą. Mam plan, aby w Pradze przejść przez całą książkę Hammelmana, może moce zakwasowe znowu mnie nawiedzą. A tymczasem będę sobie robić chleby drożdżowe. Ostatnio kupiłam dużo książek o pieczeniu chleba, więc inspiracji mi nie brakuje. Z jednej z nich The Fabulous Baker Brothers upiekłam ostatnio przepyszny chleb - Sherstone Loaf. Ma bardzo bogaty smak, a kiedy się go zgrilluje smakuje wręcz odlotowo. Jego przygotowanie jest banalnie proste, trzeba na niego trochę poczekać. Podczas gdy my będziemy smacznie spać, drożdże w lodówce będą pracować nad niepowtarzalnym smakiem tego chleba. A potem już tylko piekarnik. I jest.
560 g mąki typ 550 10 g soli 10 g cukru 4 g świeżych drożdży 20 g masła (lub smalcu) 100 ml mleka 200 ml zimnej wody Wszystkie składniki zmieszaj w misce i wyrób z nich gładkie i elastyczne ciasto. Pozostaw je w chłodnym miejscu na dwie godziny. Ciasto przełóż do wysmarowanej tłuszczem foremki, przykryj ściereczką lub folią i wstaw do lodówki na całą noc. Rano wyjmij go z niej i umieść w ciepłym miejscu. Pozostaw do wyrośnięcia na 1-3 godziny. Wyrośnięty chleb posyp mąką i natnij w kilku miejscach. Wstaw do naparowanego piekarnika nagrzanego do 240 stopni. Po 10 minutach obniż temperaturę do 210 stopni. Piecz przez kolejne 30 minut. Upieczony chleb lekko ostudź, następnie wyjmij z foremki i dokończ studzenie na kratce. Chleb smakuje genialnie po upieczeniu, ale też ze względu na małą ilość użytych drożdży także przez następne dni. Smacznego!
|