![]() ![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Stambuł na talerzu: Galata, Arnavutkoy
Wieża Galata dumnie spogląda na Stambuł. Aby ją zdobyć musimy opuścić Sultanahmet i przeprawić się przez most na drugą stronę Złotego Rogu. A potem odbyć całkiem długą wspinaczkę wąskimi uliczkami, które doprowadzą nas do celu. No chyba, że wybierzemy drogę na skróty i wjedziemy na szczyt wzgórza kolejką, której powstanie datuje się na rok 1875. Wcześniej było tylko metro angielskie!! Nieopodal wieży swój początek bierze ulica Istikal - długi deptak, z mnóstwem drogich i modnych sklepów. Taki Stambulski Nowy Świat. Jednak my już dawno temu wyjaśniliśmy sobie, że to co najfajniejsze leży nieco z boku głównych szlaków handlowych. Małe uliczki, które niepostrzeżenie odchodzą od Istikal Cadesi kryją mnóstwo zakamarków. Nie wahajcie się skręcić spontanicznie w którąś z nich. Może traficie do rewiru fryzjerów, antykwariatu ze starymi fotografiami, może do uroczej kawiarni z tradycyjną kawą, może do zajezdni starego tramwaju, albo dzielnicy kobiet lekkich obyczajów, które przez zakratowane okna prezentują swe roznegliżowane wdzięki... Szukajcie, aż znajdziecie.
Madabatmaz, czyli wzorcowa kawa po turecku Jeżeli chcecie wiedzieć jak powinna smakować kawa po turecku, koniecznie musicie odwiedzić kawiarenkę Madabatmaz, w której właściciel samodzielnie parzy kawę i tylko herbatę od dobrych kilkudziesięciu lat. Ta kawa to istny szatan - gęsty, lepki i diabelnie słodki. Żałuję, że nie jestem kawoszem i nie mogłam w pełni docenić należycie jej bogactwa smaku. Sam właściciel popija herbatę i odpala jednego papierosa od drugiego. Fajnie posiedzieć w tym maluteńkim lokaliku. Poobserwować przychodzących, zaprzyjaźnionych z miejscem ludzi. Delektować się kawowym zapachem. Dogadywać się na migi i obserwować właściciela, który każdą filiżankę zaparzanego przez siebie trunku traktuje z takim samym pietyzmem...
Nostalgiczna Cafe Ara Adepci fotografii nie mogą pominąć Cafe Ara, której właścicielem jest Ara Gunler - słynny turecki fotograf fotografujący m.i. dla agencji Magnum. Na miejscu można obejrzeć albumy z przepięknymi realistycznymi i bardzo nostalgicznymi zdjęciami stambulskich doków, pochmurnego nieba nad Hagią Sophią, czy tradycyjnego życia mieszkańców miasta z czasów, które bezpowrotnie minęły. Samo miejsce jest dość nowoczesną, bardzo obleganą i dość drogą kawiarnią z kuchnią europejską. Niemniej nie mogłam nie odwiedzić tego miejsca. Szkoda, że Gunlera nie było akurat na miejscu. Może następnym razem...
Tradycja i nowoczesność - Stambul Culinary Institute i Guney Restaurant Z odkrycia tego miejsca jestem dumna szczególnie. Stambul Culinary Institute zajmuje całą kamienicę przy Meşrutiyet Cd 59, ulicy równoległej do Istikal. Na parterze mieści się restauracja, w której serwowane są dania przyrządzane przez adeptów sztuki kulinarnej szkoły, która mieści się na kolejnych piętrach budynku. W Instytucie mogą podszkolić się amatorzy zapisując się na często organizowane szkolenia z kuchni świata. Ale Instytut kształci przede wszystkim profesjonalnych kucharzy. Jego założycielką jest Hande Bozdogan - ekonomistka, food writer, autorka dwóch książek o tureckiej kuchni. Jedną z nich, nagrodzoną specjalną nagrodą na festiwalu książek kucharskich Contemporary Istanbul Cuisine przywiozłam do domu. Z autografem. Okazało się, że kobieta, która mi ją sprzedawała, była właśnie Hande :) Co do samej restauracji - jest to super miejsce do zapoznania się z nowoczesną kuchnią turecką. W całkiem rozsądnej cenie, biorąc pod uwagę ogólną stambulską drożyznę. Bardzo, ale to bardzo polecam!
Spragnieni nieco bardziej tradycyjnej kuchni niech skierują się spowrotem do Galata Tower. Nieopodal niej znajduje się Guney - stara restauracja, w której zjemy, a przynajmniej tak mi się wydaje, jak u tureckiej mamy. W menu dużo zapiekanek, bakłażanów, mięs i zup. Klientela to głównie mieszkańcy Stambułu, którzy ochoczo domawiają kolejne porcje. Nas Guney nie rzuciła na kolana, głównie ze względu na małe porcje w stosunku do cen. Ale spróbować było warto, niczego nie żałujemy.
I tym oto sposobem, wracając do punktu wyjścia nasz spacer po Galacie dobiegł końca. Teraz za pomocą bardzo długiej przechadzki wzdłuż Bosforu, ewentualnie krótszej przejażdżki autobusem transportujemy się daleko za most łączący Europę z Azją. Do przepięknej dzielnicy Arnavutkoy...
Arnavutkoy w tureckim oznacza albańską wioskę. Dawno temu na jej terenach rozpościerały się obszerne pola truskawek, z których małe uprawy pozostały do dziś. To jednak nie z nich słynie ta dzielnica Stambułu. Arnavutkoy to miejsce, w którym czas łaskawie obszedł się z otomańską zabudową. Piękne drewniane domki cieszą oko i nadają krajobrazowi niespotykanej malowniczości. Uliczkami jeździ mało samochodów, można poczuć się jak w kurorcie. Wrażenie potęgują liczne restauracje rybne, z których słynie ten rejon. O jednej z nich za chwilę...
Takanik Balik Aby dotrzeć do Takanik Balik szliśmy prawie dwie godziny szybkim marszem spod Galata Tower. Przewodnik In:Stambuł rekomendował to miejsce jako wielce popularną restaurację, ze względu na niskie ceny. Kiedy dotarliśmy pod wskazany adres, a na miejscu zamiast restauracji zobaczyłam zwykły budynek bez cienia szansy na gastronomię myślałam, że rozpłaczę się ze złości. Na szczęście zza rogu wyłonił się sympatyczny jegomość, który na słowa Takanik Balik zaprowadził nas we właściwe miejsce, parę kroków dalej. Na miejscu faktycznie ogromny wybór i przyjemne ceny. Obsługa ni w ząb nie mówi po angielsku. Dużą porcję sałatki zamiast małej można podarować, ale jeżeli zamiast zamówionego soku sour cherry przyniosą Wam sok z kiszonej rzepy, głośno zaprotestujcie :)
I tym oto sposobem dotarliśmy do końca dzisiejszej wycieczki. Co sądzicie o Stambule? Podoba się Wam to miasto? W następnym, ostatnim odcinku zmienimy kontynent i poprzyglądamy się zwyczajnemu życiu mieszkańców azjatyckiej strony miasta, a także popłyniemy w rejs po wzburzonym Morzu Marmara prosto na Wyspy Książęce... środa, 25 kwietnia 2012, gotujebolubi
Komentarze
diablica66
2012/04/25 10:45:47
Cudnie! Zazdroszczę wrażeń i smaków.
2012/04/25 17:10:54
Stambuł to magiczne miasto, marzę o tym aby do niego wrócić.
Ja jednak nie pamiętam drożyzny, jadaliśmy w różnych restauracjach i zawsze to były miejsca o pysznym jedzeniu w umiarkowanej cenie. Faktem jest, że lokale wybieraliśmy na czuja - gdzie tubylcy tam i my, a nie wg rekomendacji przewodników, może na tym polega różnica we wspomnieniach. 2012/04/25 21:40:24
Pysznie i sentymentalnie dla mnie.
Mi kulinarny Stambuł kojarzy się z niedrogim jedzeniem. A w podróży jadam tam,gdzie miejscowi . Omijam miejsca dla turystów. Amber 2012/04/26 20:12:53
Jedna z kilku ostatnich stolic europejskich, której jeszcze nie odwiedziłam, a bardzo bym chciała!
2012/04/30 10:09:27
Moniko, niesamowita opowieść o Stambule - wyjątkowe zdjęcia sprawiają, że chciałabym tam pojechać. Masz wspaniały dar do fotografowania
2012/04/30 19:04:39
Basiku - my też nie chodziliśmy za przewodnikami, ale Stambuł z założenia jest nieco droższy od Warszawy na przykład. Na szczęście na ratunek przybsywa pyszne uliczne jedzenie i naprawdę jak sie bardzo chce, to można jeść bardzo dobrze i za bardzo mało :)
Ulu - nie wiem skąd, ale mam pewność, że niedługo tam pojedziesz jak tak sobie obserwuje Twoje poczynania :) N_ina - dziękuję Ci moja kochana!! ;* 2012/05/07 17:02:55
wspaniałe zdjęcia, dziękuję
|